Czarne wizje bieszczadzkie

Cisna, Pub Siekierezada, sala rogata
źródło: siekierezada.pl
W Bieszczady jechałem pełen uprzedzeń, których źródła są głęboko zakorzenione w czasach studenckich, kiedy to część moich znajomych odkryła ten region dla siebie. I choć wspominali oni o niewątpliwych urokach przyrody, o niesamowitych połoninach i pięknym nocnym niebie, w ich relacjach częściej dominowały epickie wręcz opowieści pełne bohaterskich zmagań z napojami wyskokowymi. W związku z tym, w mojej głowie rósł szalony świat alkoholowych libacji, zamieszkiwany przez legendarnych zakapiorów, pijaczków i meneli powłóczących nogami niczym zombie. Świat wiecznej maligny, szybko gaszonego kaca i całej tej poezji, śpiewanej przez bieszczadzkie anioły niepewnej proweniencji. Góry były w mym wyobrażeniu mekką wszelkiej maści żuli, którzy zdawali się spływać tam w czasie letniej kanikuły. Wizje te skutecznie obrzydziły mi podróże w tę część Karpat jeszcze za czasów, kiedy sam byłem studentem.

Jechałem tam bez przekonania, pewien jedynie, że spotkanie z obcym mentalnie środowiskiem będzie dla mnie torturą. W Cisnej miałem poznać miejsce, w którym zgona zaliczyło wielu moich przyjaciół, miejsce gdzie nie jeden z nich popisał się niegdyś sromotą, którą do dziś błyszczy w żenujących opowieściach, którą chełpi się niczym orderem na piersi. Spelunę, w której siekiery wbija się w stół.

Część pierwsza: >>> Uderzony Bieszczadem

Efraim Samter

Phasellus facilisis convallis metus, ut imperdiet augue auctor nec. Duis at velit id augue lobortis porta. Sed varius, enim accumsan aliquam tincidunt, tortor urna vulputate quam, eget finibus urna est in augue.

2 komentarze:

Maciej pisze...

No i co sie stalo? Ladnie zaczales, ale...? Co dalej? Dotarles do tej Cisnej? Schlales sie?

Sim pisze...

Osobliwe spojrzenie na Bieszczady, ale jakże mi bliskie. Jako doświadczony górołaz nigdy nie rozumiałem kultu Bieszczad w polskiej kulturze. Przy sąsiednich Bieszczadach ukraińskich, Tatrach, górach Słowacji i Rumunii, nasze Bieszczady to dość nudny region. Bardzo przereklamowany.